Pamiętasz tę sytuację? Chwytasz telefon, żeby uwiecznić magiczny moment zachodu słońca nad morzem. Kadr idealny, światło przepiękne. Patrzysz na zdjęcie i… rozczarowanie. Wszystko rozmazane, jakbyś robił fotkę podczas trzęsienia ziemi. Znasz to uczucie frustracji, prawda?
Stoisz teraz przed wyborem nowego telefonu. Jeden model ma w specyfikacji tajemniczy skrót „OIS”, drugi jest o 300 złotych tańszy i oferuje „EIS”. Sprzedawca mamrocze coś o stabilizacji, ale czy naprawdę potrzebujesz tej droższej wersji? A może to marketingowy chwyt, który wyciągnie z Twojego portfela dodatkowe pieniądze za funkcję, której i tak nie zauważysz?
Po przeczytaniu tego artykułu będziesz dokładnie wiedział, kiedy dopłata do OIS ma sens, a kiedy spokojnie zaoszczędzisz te 300 złotych na coś bardziej użytecznego. Obiecuję Ci konkretną odpowiedź opartą na praktycznych scenariuszach, nie na technicznych bzdurach ze specyfikacji.
Czym tak naprawdę różni się stabilizacja optyczna od cyfrowej?
Zanim przejdziemy do sedna, musimy zrozumieć, z czym mamy do czynienia. Nie martw się – wytłumaczę to tak, jakbyśmy rozmawiali przy kawie, bez inżynierskiego żargonu.
OIS – gdy fizyka walczy z drganiami
Wyobraź sobie, że trzymasz aparat i Twoja ręka lekko drży – to normalne, jesteśmy tylko ludźmi. Optyczna stabilizacja obrazu działa jak miniaturowy stabilizator, który fizycznie kompensuje te ruchy w czasie rzeczywistym. W środku Twojego telefonu znajduje się mikroskopijny żyroskop – taki sam mechanizm, który utrzymuje drona w powietrzu lub pomaga nawigacji satelitarnej.
Gdy żyroskop wykryje, że Twoja ręka poruszyła się o milimetr w prawo, system natychmiast przesuwa soczewkę aparatu o ten sam milimetr w lewo. To dzieje się błyskawicznie, setki razy na sekundę. Rezultat? Światło pada na matrycę aparatu w tym samym miejscu, jakbyś trzymał telefon absolutnie nieruchomo.
Ten mechaniczny taniec to prawdziwe majstersztyk miniaturyzacji. Mówimy o elementach, które poruszają się z precyzją tysięcznych części milimetra, zamkniętych w module wielkości paznokcia. I tu pojawia się pierwszy haczyk – skonstruowanie takiego cudu kosztuje. Producent musi zapłacić za precyzyjne komponenty, żyroskopy, mikrosilniczki i cały system sterujący.
Największa zaleta OIS? Nie traci ani jednego piksela z Twojego zdjęcia. Obraz przechodzi przez obiektyw już ustabilizowany, więc matryca rejestruje pełną rozdzielczość bez żadnych kompromisów. Dodatkowo działa w czasie rzeczywistym – w momencie, gdy naciskasz migawkę, stabilizacja już pracuje. To kluczowe przy słabym świetle, kiedy aparat potrzebuje wydłużonego czasu naświetlania.
Ale nie ma róży bez kolców. Mechaniczne komponenty mogą się zepsuć. Choć współczesne systemy OIS są niezwykle wytrzymałe, fizyczne elementy zawsze niosą ryzyko awarii. Energiczne potrząśnięcie telefonu może czasem wygenerować charakterystyczny dźwięk – to soczewka porusza się swobodnie w swoim uchwycie. Spokojnie, to normalne i nie oznacza uszkodzenia.
EIS – kiedy oprogramowanie ratuje sytuację
Elektroniczna stabilizacja obrazu to zupełnie inna filozofia. Zamiast ruszać czymkolwiek fizycznie, telefon po prostu… oszukuje. Brzmi to jak czarna magia, ale mechanizm jest prosty i sprytny jednocześnie.
Wyobraź sobie, że Twój aparat ma matrycę rejestrującą obraz w rozdzielczości 4K, ale faktycznie wykorzystuje tylko środkową część tego obrazu. Brzegi kadru to strefa buforowa – rezerwowa przestrzeń, która pozwala oprogramowaniu przesuwać aktywny obszar w górę, w dół, w lewo lub prawo. Akcelerometr i żyroskop w telefonie wykrywają ruchy urządzenia. Algorytm analizuje te dane i odpowiednio przesuwa „okienko” wycinające finalny obraz z pełnej matrycy.
Brzmi nieźle? W praktyce działa całkiem nieźle. Producenci stale udoskonalają algorytmy EIS, a nowoczesne rozwiązania wykorzystują sztuczną inteligencję do przewidywania ruchów i jeszcze lepszego wygładzania obrazu. Google w swoich Pixelach pokazał, że dobrze zaimplementowany EIS potrafi творić cuda.
Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Po pierwsze – tracisz część kadru. Zazwyczaj mówimy o 5-10% krawędzi obrazu, które są zarezerwowane na potrzeby stabilizacji. To oznacza, że Twoje „48 megapikseli” w rzeczywistości daje około 40-43 megapikseli po włączeniu EIS. Producenci rzadko o tym mówią w specyfikacjach.
Po drugie – efekt galaretki. Widziałeś kiedyś wideo, gdzie budynki wyglądają jakby były z gumy i dziwnie się falują? To właśnie „jelly effect” – artefakt cyfrowej stabilizacji, który pojawia się przy szybkich ruchach kamery. EIS próbuje nadążyć za zmianami, ale czasem oprogramowanie po prostu nie wyrabia. Rezultat wygląda nienaturalnie i może przyprawić o mdłości przy dłuższym oglądaniu.
Największa zaleta EIS? Koszt prawie zerowy. To tylko oprogramowanie, więc producent może dodać je do najtańszych telefonów bez zwiększania ceny. Brak ruchomych części oznacza też, że nic się nie zepsuje – algorytm będzie działał tak samo po roku jak pierwszego dnia.
Pięć sytuacji, w których OIS naprawdę robi różnicę
Przejdźmy do konkretów. Teoria to jedno, ale Cię najbardziej interesuje praktyka. Oto scenariusze, w których różnica między OIS a EIS jest jak dzień i noc.
Zdjęcia nocne i przy słabym świetle – tu OIS wygrywa nokautem
Wieczór, romantyczna kolacja przy świecach, chcesz uwiecznić chwilę. Tutaj OIS pokazuje swoją prawdziwą wartość. Przy słabym świetle aparat musi otworzyć migawkę na dłużej – czasem nawet na pół sekundy zamiast na 1/60 sekundy jak w dzień. W tym czasie każde najmniejsze drgnięcie ręki zamieni ostre zdjęcie w abstrakcyjną plamę.
OIS fizycznie kompensuje te ruchy, pozwalając aparatowi na wydłużenie czasu naświetlania bez ryzyka rozmycia. Rezultat? Ostre, jasne zdjęcia nocne bez szumu i z zachowanymi detalami. EIS w takich warunkach praktycznie kapituluje – algorytm nie ma z czego tworzyć stabilnego obrazu, gdy każda klatka jest rozmyta od samego początku.
Testowałem to wielokrotnie. Telefon z OIS spokojnie robi ostre zdjęcia nocnej ulicy z ręki. Ten sam telefon z wyłączonym OIS (albo model tylko z EIS) daje rozmazane plamy, chyba że masz ręce chirurga i stalowe nerwy.
Filmowanie podczas chodzenia – różnica widoczna gołym okiem
Nagrywasz wideo podczas spaceru po parku lub zwiedzania nowego miasta. Z EIS dostajesz dziwne skoki obrazu, efekt galaretki i ogólne wrażenie, jakbyś oglądał film z lat 80. nagrany na drżącą kamerę VHS. Szczególnie widoczne jest to przy pionowych elementach – latarnie i budynki wyglądają jak gumowe.
OIS wygładza te ruchy mechanicznie, dając płynny, niemal kinowy obraz. Połączenie OIS z EIS (tak zwana hybrydowa stabilizacja) to absolutny mistrz świata – mechaniczna część eliminuje większe ruchy, a elektronika dopracowuje szczegóły. Efekt przypomina profesjonalny gimbal, tylko że mieści się w Twojej kieszeni.
Zoom i teleobiektywy – tu nie ma miejsca na kompromisy
Im większe powiększenie, tym bardziej widoczne są drgania. To fizyka – przy zoomie 5x każdy milimetr ruchu Twojej ręki przekłada się na centymetr przesunięcia kadru. Bez OIS fotografowanie z teleobiektywem to rosyjska ruletka. Może wyjdzie ostre zdjęcie, a może nie.
Współczesne telefony oferują zoomy optyczne 3x, 5x, czasem nawet 10x. Przy takich powiększeniach OIS przestaje być luksusem, a staje się absolutną koniecznością. EIS tutaj przegrywa – przycinanie kadru przy już powiększonym obrazie to droga donikąd.
Szybkie, spontaniczne ujęcia – gdy liczą się sekundy
Dziecko robi coś uroczego, przebiega pies, fajny graffiti na murze – sytuacje, w których nie masz czasu na ustawienie kadru i ustabilizowanie rąk. Wyjmujesz telefon, robisz zdjęcie i chowasz z powrotem. Cały proces trwa dwie sekundy.
OIS działa od momentu włączenia aparatu, dając Ci większą szansę na ostre ujęcie nawet w ruchu. EIS potrzebuje chwili na analizę i może nie zdążyć odpowiednio zareagować. Różnica może nie wydawać się ogromna, ale gdy przeglądasz zdjęcia z wakacji, docenisz każde ostre ujęcie spontanicznego momentu.
Tryby HDR i nocne – wielokrotna ekspozycja wymaga precyzji
Nowoczesne telefony robią jedno „zdjęcie nocne” łącząc kilka, czasem kilkanaście klatek w jedną. Jeśli telefon poruszy się między tymi ujęciami, algorytm musi je precyzyjnie wyrównać. EIS radzi sobie z tym nieźle, ale OIS dostarcza bardziej stabilny materiał wyjściowy, co przekłada się na lepszy efekt końcowy.
Kiedy spokojnie możesz obejść się bez OIS
Nie oszukujmy się – OIS to nie jest must-have dla każdego. Są sytuacje i użytkownicy, którzy śmiało mogą zaoszczędzić te 300 złotych.
Zdjęcia przy dobrym świetle dziennym – tu każdy wygląda jak profesjonalista
W pełnym słońcu, przy krótkich czasach naświetlania (1/500 sekundy lub szybciej), różnica między OIS a EIS praktycznie znika. Aparat jest na tyle szybki, że „zamraża” obraz zanim Twoja ręka zdąży drgnąć. Jeśli robisz zdjęcia głównie w dzień, podczas wakacji, wycieczek czy rodzinnych spotkań na świeżym powietrzu, OIS nie zmieni drastycznie jakości Twoich fotek.
Filmy ze statywu lub gimbala – po co płacić podwójnie?
Jesteś entuzjastą wideo i tak czy siak używasz zewnętrznego gimbala? OIS w telefonie staje się niepotrzebny, czasem wręcz szkodliwy. Gimbal i OIS mogą ze sobą „walczyć” – gimbal stabilizuje telefon fizycznie, a OIS wykrywa te ruchy i próbuje je kompensować, co prowadzi do dziwnych artefaktów. W takich przypadkach OIS należy wyłączyć, więc po co za niego płacić?
Fotografia krajobrazowa – spokój i precyzja
Lubisz robić przemyślane zdjęcia krajobrazów, architektury, makro? Zapewne i tak używasz jakiejś formy podpory – statywu, podpórki, a przynajmniej opierasz telefon o coś stabilnego. W takich warunkach stabilizacja obrazu jest zbędna. Co więcej, niektórzy fotografowie celowo wyłączają OIS przy użyciu statywu, bo przy idealnie nieruchomym aparacie system stabilizacji może wprowadzać minimalne, niepotrzebne korekty.
Budżet poniżej 900 złotych – realna wycena priorytetów
Jeśli Twój budżet to maksymalnie 800-900 złotych, znalezienie sensownego telefonu z OIS to misja prawie niemożliwa. W tej półce cenowej za te same pieniądze dostaniesz telefon bez OIS ale z lepszym procesorem, większą ilością RAMu, lepszym ekranem. Czasem lepiej zainwestować w ogólną jakość urządzenia niż gonić za jedną konkretną funkcją.
Masz pewną rękę i dobre oko fotograficzne
Pewni użytkownicy mają po prostu stabilniejsze ręce i lepsze wyczucie momentu. Jeśli należysz do grona osób, które potrafią złapać idealnie ostry kadr z ręki nawet przy gorszym świetle, OIS może być dla Ciebie mniej istotny. To trochę jak z asystentem parkowania – dobrzy kierowcy spokojnie parkują bez niego.
Hybrydowa stabilizacja – najlepsze z obu światów?
Producenci telefonu nie siedzą z założonymi rękami. Skoro OIS i EIS mają swoje zalety i wady, dlaczego nie połączyć ich w jedno?Tak właśnie powstała hybrydowa stabilizacja obrazu (HIS – Hybrid Image Stabilization).
Mechanizm jest prosty i genialny jednocześnie. OIS wykonuje ciężką robotę, fizycznie kompensując większe ruchy i drgania ręki. Dzięki temu matryca dostaje już wstępnie ustabilizowany obraz. Następnie włącza się EIS, ale w znacznie łagodniejszej formie – algorytm musi tylko dopracować drobne niedoskonałości, nie walczyć z całym chaosem ruchów.
Efekt? Fantastyczny. Przy HIS przycinanie obrazu przez EIS jest minimalne – zamiast 10% tracisz może 2-3% krawędzi kadru. Nie ma efektu galaretki, bo oprogramowanie nie musi agresywnie korygować obrazu. Dostajesz stabilność niemal jak z gimbala, zachowując pełną rozdzielczość i naturalność obrazu.
Praktycznie wszystkie flagowe telefony obecnie stosują HIS. Google Pixel, iPhone (od modelu 6 Plus), Samsung Galaxy seria S, OnePlus – wszyscy gracze z najwyższej półki kombinują obie technologie. To stało się nowym standardem jakości.
Czy warto dopłacać do HIS w porównaniu z samym OIS? Szczerze mówiąc, różnica nie jest tak dramatyczna jak między OIS a brakiem jakiejkolwiek stabilizacji. Jeśli masz wybór między telefonem z samym OIS za 1200 złotych a modelem z HIS za 1600 złotych, zastanów się, czy te dodatkowe 400 złotych nie przeznaczyć na coś innego – większą pamięć, lepszy procesor. HIS to wisienka na torcie, ale sam tort (OIS) jest już wystarczająco dobry.
Ile naprawdę kosztuje OIS i czy to uczciwa cena?
Przejdźmy do twardych liczb. Analizowałem polskie sklepy i porównałem ceny telefonów w podobnych konfiguracjach, z OIS i bez. Oto co odkryłem:
Tabela: Smartfony z OIS vs bez OIS (stan na grudzień 2024)
| Segment cenowy | Przykład Z OIS | Cena | Przykład BEZ OIS | Cena | Różnica | |—|—|—|—|—| | 900-1100 zł | Motorola Moto G84 5G | ~900 zł | Realme 11 Pro | ~850 zł | ~50 zł | | 1100-1300 zł | Samsung Galaxy A34 5G | ~1300 zł | Xiaomi Redmi Note 13 Pro | ~1150 zł | ~150 zł | | 1500-2000 zł | OnePlus Nord 4 | ~1800 zł | Samsung Galaxy A54 (bez OIS na głównym) | ~1600 zł | ~200 zł |
Ciekawostka – różnica wcale nie jest jednolita. W najtańszych segmentach dopłata za OIS to zaledwie 50-100 złotych. Im wyżej w górę, tym różnica rośnie, ale to często wynika z innych ulepszeń, nie tylko samej stabilizacji.
Za co tak naprawdę płacisz?
Kalkulacja producenta wygląda mniej więcej tak: sam moduł OIS to koszt około 5-8 dolarów w produkcji masowej. Brzmi tanio? Pamiętaj, że to tylko komponenty. Dochodzi projektowanie, certyfikacja, testy jakości, zwiększony risk awaryjności (więcej ruchomych części = więcej możliwych problemów). Finalnie producent musi to odbić w cenie detalicznej, stosując swoją marżę.
Uczciwa cena dopłaty to 150-250 złotych. Jeśli widzisz różnicę 400-500 złotych między dwoma modelami, gdzie jedyna różnica to OIS, ktoś Cię próbuje naciągnąć albo inne komponenty też są lepsze (sprawdź dokładnie specyfikację).
Długoterminowa wartość
Tu pojawia się ciekawy aspekt, o którym rzadko się mówi. Telefon z OIS robi lepsze zdjęcia przez cały okres użytkowania. Po dwóch latach, kiedy sprzedajesz telefon i kupujesz nowy, model z OIS zachowuje wyższą wartość odsprzedaży. Osobiście widziałem różnicę 100-150 złotych przy sprzedaży dwuletnich telefonów – kupujący na rynku wtórnym doceniają OIS i są gotowi zapłacić więcej.
Podsumowując tę matematykę: dopłata 200 złotych, z czego 100 odzyskujesz przy sprzedaży po dwóch latach, to realny koszt 100 złotych. To 4 złote miesięcznie za lepsze zdjęcia i wideo. Gdy tak na to spojrzysz, brzmi całkiem rozsądnie, prawda?
Jak sprawdzić, czy OIS w Twoim telefonie działa prawidłowo
Kupujesz telefon z OIS i chcesz się upewnić, że faktycznie działa? Albo rozważasz zakup używanego modelu i martwisz się, że mechanizm mógł się popsuć? Oto prosty, praktyczny test, który zajmie Ci 2 minuty.
Test podstawowy – nagrywanie podczas chodzenia
Włącz aplikację aparatu, przełącz na tryb wideo i zacznij nagrywać. Trzymaj telefon naturalnie, jak zawsze, i przejdź się normalnym krokiem przez pokój lub korytarz. Nagraj 15-20 sekund. Teraz obejrzyj nagranie. Obraz powinien być płynny, bez gwałtownych skoków przy każdym kroku. Pionowe linie (drzwi, framugi okien) powinny pozostawać względnie proste, bez falowania.
Powtórz to samo z wyłączonym OIS (w ustawieniach aparatu znajdziesz opcję). Różnica powinna być widoczna jak dzień i noc. Bez OIS będziesz czuł się, jakbyś oglądał film z kamery przypiętej do skaczącego kangura.
Test zaawansowany – zdjęcia przy słabym świetle
Wieczorem, gdy robi się ciemno, spróbuj zrobić zdjęcie wnętrza pokoju bez włączania lamp. Telefon automatycznie przedłuży czas naświetlania. Zrób kilka zdjęć i sprawdź, ile z nich wyszło ostro. Z działającym OIS powinno być to około 70-80%. Bez OIS lub z uszkodzonym mechanizmem – prawdopodobnie żadne.
Na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego
Mechanizm OIS może się zużyć. Symptomy uszkodzenia to:
- Dziwne szumy lub stukania przy delikatnym potrząsaniu telefonu
- Problemy z ustawieniem ostrości w aplikacji aparatu
- Widoczne drgania obrazu w podglądzie kamery, nawet gdy telefon leży nieruchomo
- Efekt „pijanych” poziomów – linie poziome wyglądają faliście
Jeśli sprzedawca pozwala, zrób test nagrywania przy nim. Uczciwy sprzedawca nie będzie miał nic przeciwko – jeśli odmawia, to czerwona flaga.
Częste problemy i awarie
Z mojego doświadczenia testowania setek telefonów, awarie OIS są rzadkie, ale się zdarzają. Najczęstsze przyczyny to:
- Upadek telefonu – silny wstrząs może wybić mechanizm z tor torów
- Woda – nawet „wodoodporne” telefony mogą mieć problem, gdy wilgoć dostanie się do modułu OIS
- Zużycie fabryczne – słaba jakość komponentów u niektórych producentów
Dobra wiadomość? Większość telefonów z OIS ma gwarancję obejmującą ten mechanizm. Jeśli psuje się w normalnym użytkowaniu (bez upadków), serwis powinien naprawić to bezpłatnie.
Moja rekomendacja – komu warto dopłacić
Po wszystkich technicznych szczegółach czas na konkretne wnioski. Komu polecam dopłacenie do OIS, a komu szczerze odradzam?
Zdecydowanie warto, jeśli:
Robisz dużo zdjęć w pomieszczeniach lub wieczorem. Lubisz uwieczniać spotkania ze znajomymi w restauracjach, rodzinne wieczory, koncerty. OIS zmieni Twoje zdjęcia z rozmytych klap w ostre, wyraźne wspomnienia.
Nagrywasz wideo podczas aktywności – spacery, wycieczki, vlogowanie. Jeśli Twój telefon to Twoja kamera wideo, OIS to inwestycja, która zwróci się w każdym nagraniu.
Korzystasz z zoomu. Masz telefon z teleobiektywem 3x lub wyższym? Bez OIS możesz go w ogóle nie używać – efekty będą rozczarowujące.
Cenisz spontaniczność. Nie lubisz pozować do zdjęć, wolisz chwytać naturalne momenty w locie. OIS zwiększa procent ostrych ujęć nawet przy szybkim wyjęciu telefonu i „strzale”.
Twój budżet to 1200-2000 złotych. W tym przedziale znajdziesz świetne telefony z OIS, różnica cenowa jest rozsądna, a korzyści realne.
Spokojnie pomiń OIS, jeśli:
Fotografujesz głównie w dzień. Twoje zdjęcia to wakacyjne widoki, rodzinne spotkania w ogródku, wycieczki przy słońcu. EIS spokojnie wystarczy.
Masz budżet poniżej 1000 złotych. W tej półce lepiej zainwestować w ogólną jakość telefonu niż gonić za OIS. Procesor, RAM, ekran – to ważniejsze w codziennym użytkowaniu.
Używasz zewnętrznych akcesoriów do video. Gimbal, statyw, cage – jeśli to Twoje standardowe wyposażenie, wbudowany OIS jest zbędny.
Preferujesz fotografię przemyślaną, nie spontaniczną. Lubisz chwilę przygotować kadr, znaleźć podporę, spokojnie skomponować ujęcie. W takim stylu fotografowania stabilizacja ma minimalne znaczenie.
Nigdy nie robisz filmów. Serio, zero wideo. Dla fotografii różnica między OIS a EIS jest mniejsza niż przy wideo.
Złoty środek – moja lista rekomendacji (1000-1500 zł)
Jeśli szukasz optymalnego stosunku ceny do możliwości z OIS, zwróć uwagę na:
- Motorola Edge 40 Neo (~1000 zł) – IP68, OIS, czysty Android
- Samsung Galaxy A34 5G (~1300 zł) – OIS, 5 lat aktualizacji, Super AMOLED
- OnePlus Nord CE 3 (~1200 zł) – OIS, szybkie ładowanie 80W
- Realme 12 Pro (~1100 zł) – OIS, Sony LYT-600, świetny stosunek ceny do jakości
Każdy z tych modeli oferuje OIS w cenie, która nie zrujnuje budżetu, a całościowa jakość telefonu jest na dobrym poziomie.
OIS czy EIS – Twoja decyzja w trzech pytaniach
Dobrnęliśmy do końca tej technologicznej podróży. Zamiast powtarzać wszystko, co już przeczytałeś, dam Ci prosty scenariusz decyzyjny.
Zadaj sobie trzy pytania:
- Czy robisz dużo zdjęć/filmów przy słabym świetle lub w ruchu? TAK = OIS wart dopłaty
- Czy Twój budżet pozwala na dopłatę 200-300 zł? NIE = zostań przy EIS
- Czy korzystasz z teleobiektywu/zoomu? TAK = OIS praktycznie obowiązkowy
Jeśli minimum dwa odpowiedzi to TAK, dopłata do OIS ma sens. Będziesz cieszyć się lepszymi zdjęciami przez najbliższe 2-3 lata użytkowania telefonu.
Jeśli większość odpowiedzi to NIE, spokojnie zaoszczędź te pieniądze. Dobrze zaimplementowany EIS w nowoczesnych telefonach radzi sobie zaskakująco dobrze w większości codziennych scenariuszy.
Pamiętaj – najlepsza stabilizacja to ta, którą faktycznie wykorzystujesz. Telefon z OIS leżący w szufladzie jest gorszy niż telefon z samym EIS, którym codziennie chwytasz życiowe momenty. Technika ma Ci służyć, nie tyranizować Twoich wyborów.
Teraz masz konkretną wiedzę. Wiesz, czym różnią się te technologie, ile kosztują i kiedy naprawdę mają znaczenie. Decyzja należy do Ciebie – ale przynajmniej jest to świadoma decyzja oparta na faktach, nie marketingowych bzdurach. I to się liczy najbardziej.
To również Cię zainteresuje
-
Pamięć UFS vs eMMC – dlaczego Twój „mocny” smartfon działa wolno?
-
Dual SIM (Standby vs Active) – jak używać dwóch numerów na jednym telefonie?
-
Co to jest 5G i czym różni się od 4G/LTE? Czy musisz wymieniać telefon?
-
VoLTE i Wi-Fi Calling – technologie, które odmienią Twoje rozmowy telefoniczne
-
Co to jest ANC w słuchawkach i jak zmienia sposób, w jaki słuchasz muzyki?
